piątek, 25 marca 2011
opowiastki o malarzach

Malowidła na konopiach

Anna Felicitas malowała twarze i rozmaite sceny na ziarnkach konopi.

***

Pablo Picasso zaproponował przyjacielowi, że namaluje jego portret. Ten zgodził się chętnie, ale nie zdążył jeszcze dobrze usiąść w fotelu, gdy Picasso wykrzyknął:
- Gotowe!
- Tak szybko? Przecież nie minęło jeszcze pięć minut! - zdziwił się przyjaciel.
- Chyba zapomniałeś, że znam cię już prawie czterdzieści lat - odpowiedział Picasso.

***

W obecności Picassa rozmawiano o współczesnej młodzieży.
- To prawda - powiedział Picasso - że współczesna młodzież jest okropna, ale najgorsze jest to, że my już do niej nie należymy.

***

Dunikowski sprzeczał się kiedyś z ministrem Kultury i Sztuki, Włodzimierzem Sokorskim. Wysłuchawszy kilku cierpkich uwag na temat swojej Twórczości zapytał Sokorskiego, czy wie, kto był we Francji za czasów Balzaca ministrem kultury.
- Nie wiem – odpowiedział Sokorski.
- No widzi pan, ale kto to był Balzac, to pan dobze wie...

* * *

Dwie panie rozmawiają o Dunikowskim.
- Wiesz, pan Xawery stał się szalenie nudny z tą swoją manią opowiadania o swym powodzeniu u kobiet.
- Trzeba mu wybaczyć. Inwalidzi zawsze mają manię opowiadania o swych zwycięstwach...

* * *


Pewnego razu siedemdziesięciopięcioletni podówczas Dunikowski odwiedził w rannych godzinach swą znajomą, młodą aktorkę.
- Mistrzu, witam. Wstałam z łóżka specjalnie dla pana.
- To prawda – odpowiedział Dunikowski – Lec dla innego byłabyś się połozyła...

* * *

Literat Ryszard Kosiński robiąc wywiad z Dunikowskim, zapytał go pod koniec rozmowy:
- Panie profesorze, jakich polskich malarzy ceni pan najbardziej? Mam na myśli historię.
- He, he – prosę pana – jesce się nie połapałem...

* * *

Pewnego razu ojciec Dunikowskiego, urzędnik kolejowy, spotkał na ulicy swojego, jak uważał wyrodnego syna, który był już znanym rzeźbiarzem i profesorem ASP. Zaprosił go do sklepu z obuwiem i poprosił sprzedawcę:
- Chciałbym, proszę pana, kupić dla mojego Ksawcia bucięta jakieś...

***

Kiedy znakomity karykaturzysta, Kazimierz Grus, poslubił Maję Berezowską, która była dość korpulentna, zawołał w noc poślubną:
- Majuniu! To wszystko dla mnie...!

***

Kiedyś, w słynnej warszawskiej restauracji nocnej „Adria”, Grus wdał się w jakąś awanturę z generałem
Bolesławem Wienawa-Długoszowskim. Z jednej strony piękny generał w mundurze i przy orderach, z drugiej - łysy cywil. Grus, żeby nie być oskarżonym o obrazę munduru, zawołał do Wieniawy:
- Pogadamy generale, jak obydwoje będziemy w gaciach.

anegdoty o malarzach 2

Anegdoty o artystach malarzach:

Jak mówie nie to nie.

Bernard Shaw mając 94 lata potknął się w swoim ogrodzJe i złamał udo. Zawieziony do szpitala już nazajutrz po operacji zaczął dogryzać pielęgniarkom i lekarzom. Lekarzowi, który mu winszował szybkiej poprawy zdrow1a, oświadczył: \"Czego pan buja. Przecież sława lekarza wzrasta w miarę tego jak umierają wybitniejsi z jego pacjentów\". Dziennikarze amerykańscy nie zasypywali gruszek w popiele. Jeden z nich, Michael Minder wpadł na \"genialny\" pomysł. Napisał list do Shawa, w którym zaproponował mu nagranie płyty z własnym nekrologiem, która miałaby zostać nadana w dniu jego śmierci ze wszystkich rozgłośni amerykańskich. Za tę drobną przysługę zaproponował Shawowi milion amerykańskich dolarów gotówką. Shaw Odmówił. Zrobił to przy pomocy kartki pocztowej, następującej treści: \"Niemożliwe. Bernard Shaw, do którego pan się zwraca dawno już nie żyje. Żyjące dotychczas stare próchno, nie różni się w niczym od innych starców, skrzeczących i plujących do mikrofonu\". Minder, bynajmniej tym nie zrażony przyleciał samolotem do Londynu, zaczął się kręcić koło willi pisarza i wreszcie posłał mu list do szpitala, powtarzając swoją propozycję. Shaw Odpisał raz jeszcze: \"Jak mówię nie, to znaczy, że nie. I tak ma pan szczęście że udało się panu zobaczyć moją w1llę. Teraz wracaj pan do domu, a jak pan będzie miał lepsze pomysły, niech mi pan przyśle kartę pocztową, co jest dużo tańsze\". Na szereg kart pocztowych, które Mlnder następnie posłał, nie było już odpowiedzi.

***

Do Edgara Degasa zwrócił się pewien człowiek:
- Proszę mi wybaczyć, ale pańska twarz wydaje mi się znajoma. Musiałem ją widzieć już w innym miejscu.
- Niemożliwe - odpowiedział Degas - swoją twarz noszę zawsze na tym samym miejscu.

***

Kiedy Degas był już znanym malarzem, do jego pracowni przyszedł jeden z miłośników jego talentu. Nie zobaczywszy na ścianie ani jednego obrazu mistrza, zapytał:
- Dlaczego nie powiesi pan na ścianie którejś ze swoich prac?
- Mój przyjacielu - odpowiedział Degas - nie stać mnie na kupno takich drogich obrazów.

***

Pewnego razu Cézanne nocował w małym hoteliku. Na drugi dzień właściciel hotelu zapytał:
- Jak się panu spało? Myślę, że niezbyt dobrze, bo materac na pańskim łóżku jest dosyć twardy.
- Ma pan rację - odpowiedział artysta - ale wstawałem w nocy parę razy z łóżka, żeby trochę odpocząć.

***

Do restauracji wchodzi Kamil Witkowski, siada przy stoliku i woła:
- Kelner! Kolacja!
Podchodzi kelner i podaje mu menu. Witkowski przegląda przez chwilę kartę dań, po czym rzuca ją na podłogę i krzyczy:
- Psiakrew! Przyszedłem tu jeść, a nie czytać!

***

Zapytano pewnego razu Augusta Rodina o to, jak powstaje rzeźba, która jest dziełem sztuki.
- Bardzo prosto - odpowiedział rzeźbiarz. - Trzeba wziąć kawał marmuru i odrąbać wszystko, co w nim niepotrzebne.

***


Pewnego razu podczas próby sztuki „Kościuszko pod Racławicami” siedział na widowni projektant dekoracji Wojciech Kossak. Grająca w tej sztuce aktorka, widząc eleganckiego i przystojnego pana, zapytała kim jest. Jedna z koleżanek zażartowała, że jest to autor „Kościuszki pod Racławicami”. – Wtedy aktorka zawołała do Kossaka:
- Jak ślicznie pan to napisał!
- Ja nie piszę, proszę pani, ja maluje pędzlem – odpowiedział artysta szarmancko się kłaniając.
- Myślałam, że tylko Chińczycy piszą pędzelkami...Pan także...ciekawe...

***

Kossak otrzymał zamówienie na portret słynnej z urody hrabiny Chłapowskiej. Ponieważ hrabina od dawna wpadła mu w oko, z góry cieszył się na spędzone z nią godziny sam na sam.
Niestety, zazdrosny małżonek był obecny na wszystkich seansach i Kossak zdążył hrabinie skraść zaledwie jednego całusa.
Ale pewnego dnia udało się hrabinie zmylić czujność hrabiego i przyszła sama do Atelier, co pozwoliło artyście już bez przeszkód opracować wszystkie detale zamówionego portretu...

***

Dwie młode panienki zapytały raz Kossaka.
- Mistrzu, ile pan ma lat?
- To jest zależne od waszych zamiarów – odpowiedział ostrożnie artysta.

anegdoty o malarzach 1

Pewien milioner kupił od Turnera obraz. Wkrótce dowiedział się, że obraz, za który zapłacił 100 funtów, Turner malował tylko dwie godziny. Milioner się zdenerwował i wniósł do sądu sprawę o oszustwo. Sędzia zapytał malarza:
- Niech pan powie, jak długo pracował pan nad tym obrazem?
- Całe życie i dwie godziny - odpowiedział Turner.

****

Pewien bankier poprosił Verneta o jakiś rysunek. Malarz przez pięć minut zrobił niewielki rysunek i powiedział:
- To będzie kosztować 1000 franków.
- Jak to, 1000 franków za rysunek, na który stracił pan tylko pięć minut?!
- Tak - odpowiedział Vernet - ale ja straciłem 30 lat życia, żeby nauczyć się robić takie rysunki w ciągu pięciu minut.

****

Kiedyś do pracowni Norwida zaszedł znajomy ziemianin. Gospodarz przyjął go w brudnym fartuchu i z paletą w ręce. Ziemianin popatrzył na gospodarza i na obrazy wiszące na ścianach, po czym ze współczuciem zapytał:
- A więc pan musi wszystko namalować samemu?
- Niestety, nie mam lokaja - odpowiedział Norwid.

****

Amerykańskiego malarza, Jamesa Whistlera, zapytano kiedyś, czy to prawda, że zna osobiście angielskiego króla.
- Skąd wam to przyszło do głowy? - zdziwił się malarz.
- Sam król o tym mówił...
- Król się tylko tak chwali - odpowiedział Whistler.

***

Pewien dyrektor banku siedząc z Leonem Wyczółkowskim w kawiarni przy jednym stoliku, usprawiedliwiał się przed mistrzem, że jeszcze nie był na wystawie jego prac.
- Niech się pan nie tłumaczy - odpowiedział Wyczółkowski. - Ja w pańskim banku też jeszcze nigdy nie byłem.

***

Pewnego razu przyjechał do Stanisława Wyspiańskiego bogaty bankier z prośbą, by ten namalował jego portret. Artysta obejrzał bankiera i powiedział:
- Nie widzę powodu.

***

Jeszcze w czasach carskich poszedł Józef Pankiewicz do urzędu załatwić jakąś sprawę.
- Wasza familia? - pyta urzędnik.
- Pankiewicz - usłyszał odpowiedź.
- Dobrze, dobrze, każdy Polak to pan. Piszy Kiewicz - zwrócił się do kancelisty.

***

Malarz portrecista Stanisław Ignacy Witkiewicz zapytał raz klienta:
- Czy podoba się panu pański portret?
- Jeśli mam być szczery, to nie jest to arcydzieło sztuki.
- Ale pan również nie jest arcydziełem natury! - zawołał oburzony artysta

anegdoty o malarzach

Bogusz skarżył się raz swemu koledze.
- Wiesz, poniosłem dużą stratę. Namalowałem portret pewnej pani, ale zażądała, żebym zmienił kolor je oczu.
- Zmieniłeś?
- Nie. Po prostu nie wiem, w którym miejscu je namalowałem...

 

***

 

Spytano raz Chodorowskiego, czy wszystkie jego dzieci są z jednego łoża.
- Nie, trzecie z kolei jest z kanapy w salonie...

 

***

O autorze